poniedziałek, 28 marca 2016

Rozdział I

      Obudziłam się w środku nocy. W domu było cicho, za oknem padał deszcz. Słyszałam tylko mój oddech i krople, które spadały na szybę. W pokoju było ciemno.
     Miałam tysiące różnych myśli. Czysty mętlik. Nie wiedziałam co robić. Czy nadal myśleć nie wiadomo o czym, czy pójść dalej umierać...Nagle usłyszałam szept : " Jestem tutaj..." . Przestraszona, szybko rozejrzałam się po pokoju. Przecież w domu nikogo nie było. Wszyscy wyjechali. Wszyscy nie żyli... Byłam sama. Cicho powiedziałam do siebie :
- Kto tu jest? - Szybko dostałam odpowiedź, tak cichą jak moje pytanie.
- Jestem tutaj.
- Kto?
- Twój Anioł Stróż...
Wtedy otworzyły się drzwi od tarasu, robiąc wiele hałasu. Szybko podbiegłam do nich i je zamknęłam. Wiatr jest teraz duży. To co słyszałam i widziałam, było chyba przez zmęczenie. Dlatego wróciłam do łóżka i zasnęłam.
Spałam do 9 rano. Wstałam, umyłam się i ubrałam. Poszłam się zważyć i zjadłam małe śniadanie. Gdy już byłam ogarnięta, usiadłam do mojego fortepianu. I zaczęłam grać. Uwielbiam dźwięk tego instrumentu. Moja mama pięknie grała. Uczyła mnie gdy byłam mała, to ona przekazała mi miłość do fortepianu. Tęsknie za nią. Szkoda, że jej nie ma tu ze mną. Czasami ją widzę w snach. Jak bierze mnie za rękę i prowadzi w prost na białą drogę, ale ja się zatrzymuje i mówię : 'Jeszcze nie teraz mamo...jeszcze nie nie teraz..." Wtedy zazwyczaj się budzę. Tak jak wczoraj...Ciekawe czy dzisiaj też usłyszę tą tajemniczą duszę, bo ciałem nie mogę tego nazwać.
Mama zawsze mówiła, że jestem wyjątkowa. Nigdy nie wiedziałam dlaczego. Może nadszedł czas, że się tego dowiem....
Przestałam grać, wstałam i poszłam na spacer. Do mojego ulubionego miejsca. Nad jeziorem było takie miejsce, które kochałam. Była taka ławeczka pod płaczącą wierzbą, która jako jedyna miała kwiaty, do tego różowe. Zawsze gdy tam siadałam, marzyłam o różnych rzeczach. Czasami o realnych rzeczach, a raz o nie przyziemnych rzeczach.
Gdy siedziałam na ławce, nagle przysiadł się tajemniczy mężczyzna. Był ciemno ubrany i nie mogłam dostrzec twarzy. Cicho powiedziałam :
- Hej - Mając nadzieję, że nie usłyszał..odpowiedział.
- Hej.
Serce dziwnie zaczęło mi łomotać. Aby to zagłuszyć szybko spytałam :
- Często tu jesteś?
- Czasami.
- Aha, okey.
- Muszę już iść, pa.
- Cze..kaj.- nie zdążyłam do kończyć, a go już nie było. Czułam się dziwnie. Tak jakbym znała go od zawsze. Jakby nas coś łączyło i nie tylko ławka na której razem siedzieliśmy, ale jakaś więź, której nie jestem w stanie wyjaśnić...
CDN.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz